Precz Europo. Dlaczego nie połamałaś się pędząc na byku – Zeusie?
by Maria on sierpnia.26, 2010, under Insynuacje
..Precz Europo..
Wydawać by się mogło, że ‘gdzieś’ musi być inaczej.
Że jest jeszcze miejsce, gdzie nudne szare pokrętła nie maltretują duszy ludzkiej, gdzie blacha nie wrosła jeszcze w serce Ziemi i gdzie ludzie nie wrośli jeszcze w nicość blachy.
Pełne fabryki prostaków w pejzażu “pseudokonieczności” posiadania rzeczy i nie posiadania duszy.
“Litlle sisters of the sun lit
candles in the rain,
fed the world on oats and raisins
candles in the rain
lit the fire to the soul
who never knew his friend
meher baba lives again
candles in the rain”
:::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::::
Kryminał śledczy cz.III
by Maria on lipca.22, 2010, under Insynuacje
Kapral Czeluść zamyślił się głęboko nad dopieroż co przeczytanym listem od ojca Maślaka.
- Tak – odrzekł ze śmiertelnie poważną miną – to prawda. Musimy odpowiedzieć sobie na fundamentalne pytania, na przykład – czy ludzkość kiedykolwiek dostąpi zbawienia ? Czy istnieje sens życia ? Czy pingwiny żyją w Australii czy raczej w Pingwinlandii? I czy kiedykolwiek molestowanie seksualne przestanie być tematem tabu ? A może perseweracja jest przeciwieństwem kopulacji…? Albo tautologia synonimem ostrego seksu…? I jeszcze – czy św. Antonii na prawdę był święty czy tylko udawał, żeby go pokazywali w telewizji… Ja też kiedyś miałem marzenia… chciałem na przykład wystąpić w “Pytaniu na śniadanie” ale ponieważ zgłosiłem się tam po obiedzie okazało się, że już jest za późno… Długo wtedy płakałem, ale po latach stwierdziłem, że nie wolno rezygnować z marzeń i że nigdy nie jest za późno. Postanowiłem spróbować raz jeszcze. Poszedłem więc do wytwórni filmów pornograficznych. Włożyłem ładną, satynową, czerwoną spódnicę, którą dostałem od babci na pierwszą komunię świętą, a pod spód włożyłem moje koronkowe pantalony kupione na targu w Pietropawłowsku jeszcze przed wojenką.
Kapral popadł w zadumę, coraz głębszą, coraz głębszą…aż powieki opadły mu na zamglone ślepia i zasnął.
Cdn…
Kryminał śledczy cz.II
by Maria on lipca.17, 2010, under Insynuacje
Treść listu Ojca Maślaka brzmi następująco:
Oto wielka tajemnica wiary, chwalimy cię, wysławiamy i błogosławimy świecie nasz i planeto Ziemio.
Pozwolę sobie zacytować słowa z Księgi Bogumiły, fragment listu ojca Rydzymierza do Konkordian: Rodacy! Ludu pracujący, który w niewoli krwiożerczego liberalizmu staczasz się na krzywą mordę i do dna – nie dajcie się, powiadam wam, nie pozwólcie szafarzowi zła, który zwie się Kronald Łusk opieczętować się znamieniem szatana (Ks. Bg. Ls.R 90-09).
Dlatego więc – pisze dalej ojciec Maślak musimy działać w imieniu sądu ostatecznego i tępić chwasty, które zagrażają kościołowi, masturbacji i życiu płodowemu. Co ja plotę…? Nie, nie masturbacji – wykreślić – masturbacja jest złem, podobnie jak kopulacja, owulacja, populacja, żydomasoneria, lustracja, depresja, agresja i presja. No i frezja, frezje też są złe, bo są początkiem herezji, która też jest złem. Otóż długo myślałem nad tym jak zapobiegać temu społecznemu nieżytowi i doszedłem do wniosku, że trzeba demaskować wszelkie przejawy nierządu wśród współbraci. Gdy zobaczysz sąsiada, który czyni źle nie pozwól mu przejść obojętnie z tym złem, tylko przybiegnij do niego i wytrąć mu z ręki to zło, wyłup mu to zło z nosa i z ucha i pamiętaj, że to jest twój dobry uczynek, który sprowadzi cię do raju.
Kryminał śledczy, część I
by Maria on lipca.15, 2010, under Insynuacje
- Są drobne, czerwone i rozdęte, nie damy rady ich uniknąć – ciężki, zimny deszcz zmoczył twarz i tors kaprala Wolfensztajna. Ten podrapał się jeszcze po brodzie ręką w czarnej rękawiczce i nieznacznie poprawił odstającą klapę od sedesu, którą nosił zawsze przy sobie.
- Śmierć – wyszeptał umierający James Henry Killer III – należy się każdemu – głowa jego opadła ochoczo tulą csię do poduszki. Czyżby już nie żył? Kapral wyciągnął oczy zza okularów i wyciągnął rękę ku niewidzialnemu czemuś, które znikało, coraz dalej i dalej jak gdyby chciało się rozmyć i zniknąć.
-Będziemy tutaj tkwić do sądnego dnia – odezwał się Gutierez, szef sztabu czuwających strażaków.
-Nic innego nie możemy zdziałać. Skoro świt wstaniemy, nakarmimy czołgi i ruszymy na to nieznośne runo- uspokajał swoich podopiecznych kapral Czeluść gdy nagle jak grom z jasnego nieba przyszła odpowiedz od Ojca Maślaka.
cdn…
Great hit by Jindrich Jankowsky
by Maria on lipca.13, 2010, under Insynuacje
Jak Matej hapał Kristine
Hapal Matej Kristine
We lesie zelenym
Napadnout holke chlap
Uvadit jej nadivke.
Hey, hey, divka
Celek naha divka
Obleceni jej vzal
A vstoupil jeho na garaz
A uderil pobocek kdy na to skakani.
Bodajże ta właśnie piosenka łzy ciśnie na oczy milionom ludzi, kiedy jej słuchają w Polskim Radiu Hudba…ale dziś żal, bo Jindrich Jankowsky już nam ne zahra, a ne muzickou.
Jankowsky nie żyje, Kommorowski nie chce przestawić krzyża, a Feuerkatze sie schował
by Maria on lipca.13, 2010, under Insynuacje
Jak wynika z nieoficjalnych donosin, znany, czechosłowacki piosenkarz Jindrich Jankowsky nie żyje. Znany z takich przebojów jak “Aniczka wracajte”, i “Jak Matej hapał Kristine”, już nigdy nie wystąpi przed bułgarską publicznością.
Urodził się w 1948roku w rodzinie protestanckiej. Jego ojciec był pastorem, matka praczką. Jindrich miał sześcioro braci i siostrę. Losy ich były smutne. Całe życie rodziny Jankowskich uszło na walce z sąsiadami, z którymi dzielili pole. Walka trwała latami. Kommorowscy postawili nawet krzyż graniczny, ale Jankowscy wciąż napierali. Najmłodszy syn Kommorowskich – Bronislau (prawdziwe imie Waffeberuhmtheit Zimmerman) zaprzyjaźnił się z Jindrichem Jankowskim i razem stworzyli znany zespół The Firecats (dla rodaków The Palikot’y,dla sąsiadów Heil Feuerkatze).
Muzyka ich (tzw. katzemuzik) była przez wiele lat pilnie strzeżona przez rządy wielu państw, gdyż jej przesłanie było zbyt wielkie ażeby mogło trafić od razu do uszu mas. Najprawdopodobniej nigdy nie poznamy prawdziwej historii, a katzemuzik nigdy nie zostanie odtajniona.
Szliśmy polami
by Maria on lipca.11, 2010, under Poezja
ODISSEAS ELITIS
Szliśmy polami cały dzień
Z kobietami słońcami i psami
Graliśmy śpiewaliśmy piliśmy wodę
Świeżą wytrysłą z wieków
Po południu stanęliśmy na chwilę
Patrząc sobie głęboko w oczy
Z naszych piersi wyfrunął motyl
Był bielszy
Niż gałązka rosnąca na brzegu snów naszych
Wiedzieliśmy że nigdy nie zginie
I że nie pamięta jaką larwę dźwiga
Wieczorem rozpaliliśmy ognisko
I śpiewaliśmy tańcząc wokoło
Ogniu piękny ogniu nie żałuj pni
Ogniu piękny ogniu nie dochodź do popiołu
Ogniu piękny ogniu spal nas
A życie oddaj
Czujemy życie chwytamy je za ręce
Patrzymy w oczy i ono nam patrzy w oczy
I jeśli to co nas oszołamia jest magnesem, wiemy,
I jeśli to co wywołuje ból jest złem, rozumiemy.
Czujemy życie idziemy przodem
I pozdrawiamy jego zdziesiątkowane ptaki
Jesteśmy z dobrego pokolenia.
Ostatni chrześcijanin umarł na krzyżu
by Maria on lipca.09, 2010, under Insynuacje
…Niczym Unkas, ostatni Mohikanin.
Słowa Nietzsche-go nie dowodzą.

Saint John Perse, Wygnanie (fragmenty)
by Maria on lipca.04, 2010, under Poezja
Wrota otwarte na piaski pustyni, wrota otwarte na oścież wygnania, Klucze u latarnika, a gwiazda kołem łamana na kamiennym progu:
Oddaj mi, Panie, swój szklany dom w piaskach pustyni…
Gipsowe lato ostrzy grot swojej włóczni w naszych ranach.
Wybieram miejsce widome i jasne jak kostnica pór roku, A na wszystkich wybrzeżach tego świata duch dymiącego jeszcze boga porzuca swoje łoże z azbestu.
Spazmy błyskawicy mają olśnić książąt w Taurydzie.
II
Ani wybrzeżom nie poświęcona, ani stronicom książki nie powierzona czysta pokusa tej pieśni…
Inni w świątyniach chwytają za malowany róg ołtarzy:
Moja chwała jest na piaskach, moja chwała jest na pustyni!… Nie jest błądzeniem, Pielgrzymie,
Pożądać najbardziej ogołoconej przestrzeni, ażeby złożyć na grzęzawiskach wygnania wielki poemat zrodzony z niczego, wielki poemat zrodzony z niczego…
Świszczcie, proce świata, śpiewajcie, konchy na wodach! Wzniosłem na otchłani i dym i opar piasków. Ułożę się do snu w cysternach i opustoszonych kadłubach statków, We wszystkich miejscach daremnych i banalnych, wszędzie gdzie spoczywa smak wielkości.
“… Mniej powiewów pieściło ród Juliuszów; mniej przymierzy asystowało wielkim kastom kapłaństwa.
Dokąd piaski podążają za swoją pieśnią, tam dążą Książęta wygnania.
Gdzie żagle były rozpięte na masztach, tam podąża wrak bardziej jedwabisty niż sen lutnika,
Gdzie działy się wielkie czyny wojenne, tam bieleje już szczęka osła,
A morze wokół toczy trzask czaszek wyrzuconych na brzeg.
A jak bardzo wszystkie rzeczy tego świata były dlań marnością, powiedziały mi pewnego wieczora nad brzegiem świata
Milicje wiatru w piaskach wygnania…”
Mądrości piany odmętów! o, demoralizacje ducha w trzaskaniu soli i mleka z niegaszonego wapna!
Spada na mnie wiedza rozszalałego okrucieństwa duszy! wiatr wysławia swoją korsarską chwałę, wiatr wysławia swoje klęski!
Jak jeździec ze sznurem w garści na progu pustyni,
Na najrozleglejszej arenie wypatruje najwznioślejszych sygnałów.
A ranek z myślą o nas wodzi swój palec augura po kartach świętego pisma.
Wygnanie nie należy do dnia wczorajszego! wygnanie nie należy do dna wczorajszego! ” O ślady, o przesłanki”, Rzecze cudzoziemiec pośród piasków: “Każda rzecz na świecie jest dla mnie nowa!” I narodziny jego pieśni nie są dlań mniej obce.
III
“… Od zawsze była ta wrzawa, od zawsze był ten splendor,
I jak wieli czyn zbrojny maszerujący w świecie, jak spis ludów migracji, jak założenie imperiów w pretorisńskim tumulcie, ach! jak nabrzmiałość wargi w chwili poczęcie wielkich ksiąg.
Ta olbrzymia, głucha jak wieść, rzecz w swiecie wzrastająca nagle do paroksyzmu pijaństwa.
…Od zawsze była ta wrzawa, od zawsze była ta wielkość, Ta rzecz tułająca się po świecie, ten wysoki trans istnienia, i na wszystkich wybrzeżach świata utrzymana na tym samym oddechu ta sama fala wypowiadająca Jedno długie bez interpunkcji, bez cenzury, zdanie na zawsze niepojęte…
… Od zawsze była ta wrzawa, od zawsze była ta furia, I ta niebotyczna kipiel w euforii agresji, u szczytu pragnienia, ta sama mewa na muskule skrzydła, ta sama mewa w pustkowiu przestworzy, zwrotnością lotu zespalająca stance wygnania, a na wszystkich wybrzeżach świata wypowiedziana tym samym oddechem ta sama skarga bez miary.
Ścigająca w piskach pustyni moją duszę numidyjską…”
Znam ciebie potworze! Jesteśmy znowu twarzą w twarz. Wznawiamy tę długą debatę tam, gdzieśmy ją przerwali.
Możesz naglić swoje argumentu jak pyski na tropie wody: nie dam ci ani zwłok, ani wytchnienia.
Na zbyt wielu nawiedzanych wybrzeżach moje stopy omywał przedświt dnia, na zbyt wielu porzuconych łożach moją duszę toczył rak milczenia.
Cóż jeszcze chcesz ode mnie, tchnienie pierworodne? A wy, cóż jeszcze spodziewacie się wycisnąć z moich żywych warg, O siło koczująca na moim progu, o Żebraczko dróg naszych na tropie Marnotrawcy?
Wiatr wieści nam swoją starość, wiatr wieści nam młodość swoją… Uczcij, Książę, swoje wygnanie
I nagle wszystko gdzie dymi jeszcze motyw nicości staje się dla mnie trwaniem i obecnością.
“… Coraz głośniejsza w każdą noc ta oniemiała wrzawa na moim progu, coraz wyższy w każdą noc przybór stuleci pod łuską.
I na wszystkich wybrzeżach świata jamb coraz bardziej nieprzystępny do nakarmienia mnie moim istnieniem!…
Tyle wysokości, a niewyczerpane jest urwisko mojego progu, o Chwytający za miecz o świcie,
O, Treserze orłów w ich kryjówkach, o Żywicielu najbardziej cierpkich dziewcząt pod piórkiem z żelaza!
Co poczęte jeży się już na wschodzie świata, co narodzone entuzjazmuje się światłem dnia!
A już rozlega się coraz szerszy hałas w świecie, jak insurekcja duszy…
I póty nie zamilkniesz wrzawo! póki nie złożę na piaskach obnażonej całej człowieczej potrzeby lojalności. (Któż wie jeszcze o miejscu mojego urodzenia)”.
IV
“… Stylistyko błyskawicy! o czysta mowo wygnania! Odległy jest drugi brzeg, gdzie przesłanie się rozjaśnia:
Dwa czoła kobiece pod popiołem, tym samym palcem nawiedzone; dwa skrzydła kobiece u żaluzji, tym samym oddechem tchnięte…
O serce modlitewne pośród świata, o matko Banity, czy spałaś tej nocy pod wysokim drzewem fosforyzującym, kiedy w lustrach sypialni jego twarz się odbiła?
O ty, szybsza od błyskawicy, o ty, porywcze drżenie na drugim brzegu jego duszy, o ty, będąca siłą jego siły i słabością jego siły, której oddech został na zawsze z jego oddechem zmieszany,
Czy siądziesz jeszcze na jego łożu opuszczonym ze wzburzoną szorstkością kobiecej duszy?
Wygnanie nie należy do dnia wczorajszego! wygnanie nie należy do dnia wczorajszego!… wzgardź, kobieto, śpiewem ptaka Barbarii pod twoim dachem…
Nie usłyszysz odległej burzy zwielokrotniającej nasze kroki,, byś swoim krzykiem kobiecym nie osaczyła dwuznacznego orła szczęścia w ufortyfikowanym gnieździe!”
… Zamilcz, słabości i ty, zeński zapachu wśród nocy, słodki jak sam migdał nocy.
Zamilcz, tułająca się po wszystkich wybrzeżach, błądząca po wszystkich morzach słodyczy i ty, obecności uskrzydlona u mojego siodła.
Powędruje znów szlakiem Numidów brzegami niedostępnego morza… Moje wargi bez werwy, lecz język zachował jak odrobinę soli ferment starego świata.
Saleta i natrium, wątki wygnania. Nasze myśli biegną do czynu po kościstym tropie. Błyskawica otwiera mi łoże najrozleglejszych zamiarów. Burza daremnie przestawia graniczne słupy nieobecności.
Którzy bezdrożami mórz udali się do wielkich Indii atlantyckich, którzy przeczuwają nową myśl w świeżości otchłani, którzy dmą w rogi na progach przyszłości,
Wiedzą, że w piaskach wygnania świszczą podniebne namiętności wijące się pod batogiem błyskawicy… O, Marnotrawco pd solą i pianą Czerwca! uchowaj, by żyła wśród nas tajemna siła twej pieśni!
Jak ów, co mówi do emisariusza, a takie jest jego przesłanie: ” Spuście welon żałoby na twarze naszych kobiet, podnieście wysoko czoła naszych synów; a rozkaz jest taki: opłuczcie kamienie naszych progów… Wyznam wam szeptem imiona źródeł, w których jutro wykąpiemy nasz niewinny gniew.”
I już jest pora, Poeto, abyś wymienił twe imię, urodzenie i rasę.
(Tłumaczenie: Zbigniew Bieńkowski)